Dział Aktualności

Gdzie po kredyt na budowę energooszczędnego domu?

7 lutego, 2012

wnp.pl (KW) – 04-02-2012 14:14

Coraz wyższe koszty ogrzewania powodują wzrost zainteresowania energooszczędnymi domami. Ale preferencyjne kredyty na takie nieruchomości mają w swojej ofercie tylko dwa banki.

- Nie powinno więc dziwić, że budynki energooszczędne zyskują coraz większą popularność. Cel ten przy okazji jest wspierany przez państwo poprzez różnego rodzaju dofinansowanie. Preferencyjne warunki kredytowania dla projektów energooszczędnych oferują też dwa banki BOŚ i BPH – mówi Bartosz Turek, analityk Home Broker.

W przypadku pierwszej instytucji kredytować można też zakup mieszkania, a nie tylko domu, jak ma to miejsce w przypadku BPH. Różnic jest jednak więcej. Bank BPH skłonny jest obniżyć prowizję za udzielenie kredytu na „zielony dom” o 0,6 p.p. (600 zł na każde pożyczone 100 tys. złotych) względem oferty standardowej. Ponadto przy obliczaniu zdolności kredytowej uwzględni niższe koszty utrzymania nieruchomości, czyli po prostu w tej instytucji będzie można pożyczyć więcej. Wymagane jest jednak, aby metr nieruchomości pochłaniał maksymalnie 100 kWh energii rocznie.

Dalej w swojej ofercie idzie bank BOŚ. Stosuje obniżoną marżę dla kredytów na zakup lub budowę domów i mieszkań, które posiadają odnawialne źródła energii, są niskoenergochłonne (70 kWh na m kw. rocznie) lub pasywne (15 kWh na m kw. rocznie). W efekcie chcąc pożyczyć ponad 50 tys. zł przy wkładzie własnym na poziomie 25 proc. trzeba się liczyć z marżą na poziomie: 1,6 proc., gdy nieruchomość ma kolektory słoneczne, pompę ciepła lub rekuperator; 1,5 proc., gdy nieruchomość jest niskoenergooszczędna; 1,3 proc, gdy nieruchomość posiada status „pasywnej”.

Pozostaje jednak odpowiedź na pytanie – czy to się na pewno opłaca? Trzeba bowiem pamiętać, że koszt budowy pasywnego domu jest wyższy niż standardowy. Opinie o dodatkowych kosztach budowy domu pasywnego względem tradycyjnego są mocno zróżnicowane. Pojawiają się w nich zarówno twierdzenia, że budowa domu pasywnego jest droższa o 40 proc., jak i zgoła odmienne, których autorzy twierdzą, że dodatkowe nakłady zamkną się w 5 – 7 proc – mówi Bartosz Turek.

I podkreśla, że do obliczeń przyjął wartość przeciętną, czyli że budowa domu pasywnego kosztuje o jedną piątą więcej niż przy wykorzystaniu standardowych rozwiązań. Gdyby więc przyjąć, że budowa domu pasywnego pochłonęłaby 480 tys. zł, to tradycyjny dom kosztowałby 400 tys. zł, czyli o 80 tys. zł mniej. Jaka byłaby rata trzydziestoletniego kredytu w rodzimej walucie przy założeniu posiadania 25-proc. wkładu własnego? W przypadku finansowania budowy tradycyjnego domu kredytem na przeciętnych warunkach rynkowych (1,5 proc. marży) trzeba się liczyć z miesięczną ratą na poziomie około 1,9 tys. zł. Budując dom pasywny z wykorzystaniem finansowania w banku BOŚ można liczyć na niższą marżę (o 0,2 pkt. proc.), ale kwota kredytu byłoby o 20 proc. wyższa. W efekcie miesięczna rata wynosiłaby 2,2 tys. zł.

Nie oznacza to jednak, że budowa domów pasywnych się nie opłaca. Główną korzyścią z budowy „zielonej” nieruchomości są też mniejsze rachunki za ogrzewanie. Gdyby przyjąć, że przeciętny stupięćdziesięciometrowy dom wymaga dostarczenia 120 kWh energii cieplnej rocznie (w przeliczeniu na metr), to przy założeniu ogrzewania go węglem trzeba się liczyć z kosztem na poziomie 2,5 tys. zł rocznie. W przypadku wykorzystania gazu koszt rośnie do 4,5 tys. zł rocznie. Gdyby natomiast dom ten był nieskoenergochłonny i wymagał dostarczenia 75 kWh na m kw. ciepła rocznie, to koszt ogrzewania spadłby odpowiednio do 1,9 tys. zł i 3,4 tys. zł. Dom „pasywny” wymagałby sześciokrotnie mniej ciepła (15 kWh na m kw. rocznie), a co za tym idzie teoretycznie ogrzanie go kosztowałoby zaledwie 0,3 tys. zł rocznie w przypadku wykorzystania „czarnego złota” i 0,6 tys. zł w przypadku „błękitnego paliwa”. W efekcie dodatkowe koszty budowy bomu pasywnego zwróciłyby się w ciągu kilkunastu lat (przy założeniu ogrzewania gazem). Z drugiej strony szacunki te nie uwzględniają rosnących cen węgla, gazu i energii elektrycznej, co może znacznie skrócić okres zwrotu dodatkowych nakładów.

W tym roku 104,4 mln zł na dopłaty do kolektorów słonecznych

7 lutego, 2012

wnp.pl (PK) – 02-02-2012 11:11

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przeznaczy w tym roku 104,4 mln zł na dopłaty do kredytów na zakup i montaż kolektorów słonecznych. W roku ubiegłym na ten cel było prawie 25 mln zł mniej.

Do połowy stycznia b.r NFOŚiGW przekazał w sumie dotacje do 14 028 instalacji kolektorów słonecznych na łączną kwotę blisko 90,5 mln zł. Do siedmiu banków, współpracujących z funduszem w ramach programu 45-proc. dopłat do kredytów na zakup i montaż kolektorów słonecznych, beneficjenci złożyli łącznie 16 073 wniosków.

Program dopłat do kredytów na zakup i montaż kolektorów słonecznych ruszył w 2010 roku, NFOŚiGW udzielił wtedy wsparcia w wysokości blisko 6,7 mln zł (pierwsze kredyty z dotacją udzielone zostały w sierpniu). W 2011 roku było to już 79,5 mln zł. Łącznie na wypłaty dotacji do umów kredytowych zawieranych w latach 2010-2014 zarezerwowano 300 mln zł.

Jak wynika z danych zebranych przez NFOŚiGW, Polacy korzystający z programu dopłat najczęściej kupują po trzy kolektory na budynek, a średnia zamawiana powierzchnia kolektorów to 6,42 m2. Na zestaw kolektorowy średnia przyznawana dotacja to ponad 6,5 tys. zł (dla wspólnot mieszkaniowych 49,9 tys. zł), , przy średnim koszcie zakwalifikowanym do dofinansowania równym 14,4 tys. zł na zestaw (dla wspólnot mieszkaniowych: 110,8 tys. zł).

Budynki energooszczędne mogą być opłacalne

7 lutego, 2012

wnp.pl (Dariusz Ciepiela) – 28-12-2011 05:35

- Rozwój budownictwa energooszczędnego na masową skalę nie tylko jest możliwy, ale opłacalny – mówi Maria Dreger, menedżer ds. norm i standardów w Rockwool Polska i ekspert Konfederacji Budownictwa i Nieruchomości.

Jak wskazuje Maria Dreger, ważne jest, aby myśleć o energooszczędnych obiektach już na etapie ich projektowania, bo wówczas w ramach tego samego budżetu można zaprojektować i wznieść budynek o zdecydowanie niższym zapotrzebowaniu na energię, przy tej samej liczbie metrów kwadratowych i przy zachowaniu walorów użytkowych i estetycznych.

- Jeżeli natomiast najpierw robi się projekt budynku standardowego, a potem chce się z niego zrobić obiekt energooszczędny, to w wielu przypadkach nie da się osiągnąć dobrych rezultatów, a jeżeli nawet, koszty są zdecydowanie większe – dodaje Maria Dreger.
Jak zapewnia, że jeżeli energooszczędność uwzględnia się od pierwszej chwili projektowania, to już obecnie można realizować bardzo energooszczędne budynki, których koszty budowy są porównywalne z kosztami budowy budynków tradycyjnych, a eksploatacja zdecydowanie tańsza.

W jej ocenie budynki energooszczędne są ważnym, ale tylko etapem w dochodzeniu do standardu zero i plus energetycznego.

- Najbliższym zadaniem, zdefiniowanym w zmienionej dyrektywie Parlamentu Europejskiego w sprawie charakterystyki energetycznej budynku są domy o „prawie” zerowym zużyciu energii. Nad definicją określenia „prawie” trwają prace. Ale dzięki temu, że jednocześnie w dyrektywie wszechobecne jest kryterium opłacalności ekonomicznej, może się okazać, że w przypadku Polski to „prawie” zero będzie oznaczać zapotrzebowanie na energię na poziomie 50 kWh na m. kw. rocznie. To i tak będzie zapotrzebowanie na energię ok. 2,5-3 razy mniejsze niż w budynkach obecnie oddawanych do użytku – wskazuje Maria Dreger.

Jej zdaniem takich wymagań nie tylko nie można się obawiać, a tym bardziej nie powinno się nimi straszyć, bo przypadku większości budynków obecnie dostępne technologie pozwalają na to, by wskaźnik 50 kWh na m. kw. uzyskiwać w sposób opłacalny. Tylko w odniesieniu do pewnych, specyficznych budynków może się to okazać trudniejsze lub nieco droższe.

Podpowiada, że gdyby zostały wprowadzane systemowe rozwiązania, np. systematyczny i przewidywalny wzrost wymagań dotyczących energooszczędności, tak by do celu zbliżać się stopniowo z obecnego poziomu ok. 150 kWh, to przyśpieszyłoby proces wzrostu zainteresowania energooszczędnym budownictwem, rozwój branż i kompetencji w dziedzinach związanych.

- Jeżeli dom energooszczędny jest, jak obecnie w Polsce, dobrem rzadkim, produktem luksusowym, to w stosunku do powszechnie dostępnych rozwiązań ma wyższą ceną. Jeżeli produkty i usługi służące wznoszeniu budynków energooszczędnych staną się produktem powszechnym, ich ceny będą spadać, a sam produkt będzie łatwiej dostępny i stanie się standardem – podsumowuje Maria Dreger.

Ambasador Danii: efektywność energetyczna opłaca się wszystkim

7 lutego, 2012

PAP – 11-12-2011 11:41

Poprawa efektywności energetycznej, oszczędzanie energii to długi i kosztowny proces, ale na końcu opłaca się to wszystkim – powiedział ambasador Danii w Polsce Thomas Oestrup Moeller. Dania jest uważana za światowego lidera energooszczędnych rozwiązań.
Jak mówił Moeller, nie ma jednego rozwiązania problemu podniesienia efektywności energetycznej, ale aby osiągnąć założony cel, należy przede wszystkim przekonać ludzi, że w dłuższej perspektywie to się opłaca, również pod względem finansowym. Obok przekonywania społeczeństwa konieczna jest presja państwa w postaci odpowiedniego prawa.

„Proporcje, które okazały się skuteczne w przypadku Danii, niekoniecznie muszą zadziałać w Polsce. Mogę jedynie powiedzieć, że sądzę, iż w Danii obecnie osiągnęliśmy taki stan, w którym to jest dobry interes dla wszystkich. Ale to jest cały proces, potrzeba prób, by znaleźć właściwe połączenie rozwiązań prawnych, edukacji, może nawet potrzebne będzie nieco subsydiów, by promować niektóre rozwiązania” – powiedział ambasador.

Podkreślał, że w całym procesie trzeba pokazywać i promować konkretne rozwiązania i wyjaśniać, że mają one bezpośredni wpływ na grubość portfela obywateli. „Są przykłady, z których można korzystać. Na przykład Dania. Od lat 70. nasza gospodarka powiększyła się dwukrotnie, ale zużycie energii pozostało takie samo. To dowodzi, że gospodarka ciągle może się rozwijać, nie zwiększając zużycia energii” – zaznaczył Moeller.

Jak mówił, w czasach kryzysu energetycznego w latach 70. Dania zdała sobie sprawę, że musi coś zrobić, by oszczędzać własne zasoby. Pierwszy krok zawsze jest trudny, ale to był problem narodowy – dodał. „Wystartować było bardzo trudno, był mocny sprzeciw ze strony konsumentów, którzy uważali, że to za dużo kosztuje. Trzeba było przekonać ludzi, żeby byli cierpliwi, ale że na końcu im się to opłaci” – podkreślił ambasador.

„Wychodziliśmy od punktu, w którym była jedynie konieczność zrobienia czegoś. Trzeba dopiero było wymyślić technologie, napisać odpowiednie prawo, opracować standardy. Na początku to było wymuszone przez państwo na właścicielach, ale w końcu okazało się to biznesem w takim sensie, że oszczędzamy energię, prowadzimy badania, ale i mamy wiele rozwiązań czy produktów do zaoferowania na światowym rynku i zamierzamy dalej to robić. Rząd Danii będzie promował tego typu rozwiązania” – powiedział Moeller.

Ale to jest możliwe dlatego, że mamy wszystkie strony tego procesu – producentów, konsumentów itd. – po naszej stronie – zaznaczył.

W Danii funkcjonuje obecnie prawo, na mocy którego ogólne zużycie energii w kraju ma co roku zmniejszać się o 1,5 proc.

Ranking najlepszych okien. Uwaga na nieszczelne ramy!

8 listopada, 2011

Wyborcza.biz (Marek Wielgo) 03.11.2011 aktualizacja: 2011-11-04 15:24

Producenci okien chętnie zachwalają ich jakość, ale ci, którzy je kupują, muszą im wierzyć na słowo. Ile jest ono warte?

Sprawdził to Związek Pracodawców Producentów Materiałów dla Budownictwa z Instytutem Techniki Budowlanej (ITB). Niestety, w rzeczywistości parametry okien często mają się nijak do deklarowane przez ich producentów.
Związek i ITB wzięli w tym roku pod lupę drzwi balkonowe z PVC 13 producentów. Wszystkie były z tzw. wyższej półki cenowej, a więc zaawansowane technologicznie. Ponadto miały ten sam wymiar, a nawet kolor. Bardzo istotne jest to, że kto inny kupował te drzwi w sklepach, a kto inny badał, nie wiedząc, jakiej firmy jest to wyrób. Efekt? Zaledwie trzy – wyprodukowane przez Stollar, Budvar Centrum i Oknoplast – przeszły badania na przepuszczalność powietrza, wodoszczelność i obciążenie wiatrem z wynikiem celującym. Oznacza to, że konkretne drzwi balkonowe tych firm spełniały podane przez nie parametry, a czasem nawet je przewyższały. A ile drzwi oblało ten test? Aż pięć – AdamS H. Pędzich, Termo Profil, Eko-Okna, Petecki i Dobroplast – przepuszczało powietrze bardziej niż dopuszcza to producent. Ponadto wodoszczelność drzwi balkonowych firmy Termo Profil okazała się gorsza od deklarowanej.

Natomiast w drzwiach pozostałych pięciu firm (Drutex, Plastmet, Śląska Fabryka Okien KNS, Podlaska Fabryka Okien i Drzwi Witraż i Okna Rąbień) ITB stwierdził uchybienia, które jednak nie dyskwalifikowały tych produktów.

- Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że jest to próba uzyskania przewagi rynkowej, zwłaszcza w przetargach publicznych – komentował wynik badań w czasie czwartkowej konferencji szef Związku Pracodawców Producentów Materiałów dla Budownictwa Ryszard Kowalski. Ale też podkreślił, że wyniki odnoszą się do konkretnych próbek. Nie można wykluczyć, że część negatywnych wyników jest po prostu „wypadkiem” przy masowej produkcji, a nie świadomym zamierzeniem. Dlatego każda z tych firm może poprosić o powtórzenie badań, ale już na swój koszt.

Okazuje się, że w latach 2006-2007 Związek „Polskie Okna i Drzwi” dokonał zakupu kontrolowanego okien 30 największych producentów. Dopiero wczoraj dyrektor Związku Paweł Wróblewski ujawnił, że aż połowa przebadanych wyrobów nie utrzymywała deklarowanych parametrów. Związek nie upublicznił wyników badań m.in. w obawie przed pozwami sądowymi.

Kowalski przyznał, że w ubiegłym roku przeżył piekło, kiedy ogłosił fatalne dla kilku producentów wyniki badań styropianu i kleju. Niektórzy grozili wówczas pozwami także „Gazecie”. Kowalskiemu przypisywano chęć zwalczania konkurencji. Ten powtórzył w czasie wczorajszej konferencji, że Związek walczy z nieuczciwą konkurencją. Oszuści czują się bezkarni. Tymczasem efekt ich działalności to m.in. wyższe koszty budowy i eksploatacji budynków. Ponadto z rynku są wypierane uczciwe firmy, gdyż nie są w stanie konkurować z oszustami niższą ceną.

Jadwiga Gunerka z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów podziękowała Związkowi za tę inicjatywę. – Dzięki niej konsumenci są świadomi zagrożeń przy zakupie materiałów budowlanych – stwierdziła. Kowalski przekazał dokumentację zastępcy głównego inspektora nadzoru budowlanego Jackowi Szerowi.

WYKAZ WŁAIWOŚCI OKIEN DWUSKRZYDŁOWYCH PCV

http://bi.gazeta.pl/im/8/10586/m10586628,OKNA-DOBRE.jpg

Klienci nie wiedzą, że powinni kupować energooszczędne budynki

25 października, 2011

wnp.pl (Dariusz Ciepela) – 25-10-2011

Fot. Fotolia

Świadomość klientów w zakresie efektywności energetycznej budynków nie jest wysoka. Tak długo, jak nabywcy nie będą mieli świadomości, że powinni kupować energooszczędne budynki deweloperzy nie mają interesu w realizowaniu energooszczędnego budownictwa – mówi Maria Dreger, menedżer ds. norm i standardów w Rockwool Polska, ekspert Konfederacji Budownictwa i Nieruchomości.

Jak Pani ocenia świadomość klientów w zakresie efektywności energetycznej budynków?

- Trzy lata temu robiono badania, z których wynikało, że świadomość ta nie jest zbyt wysoka. Pojęcie oszczędzania energii i energooszczędności najczęściej było wiązane z oświetleniem i gaszeniem zbędnych żarówek, albo z przechodzeniem na tańsze paliwa. Świadomość deweloperów niewiele odbiegała od świadomości ich klientów. Większą wiedzę oczywiście mają architekci, ale na rynku to nie oni decydują. Jednocześnie narosło wiele mitów na temat opłacalności bądź nieopłacalności energooszczędnego budownictwa.

Tymczasem to kwestia podejścia. Jeżeli energooszczędność postawi się jako warunek i uwzględni już od początku projektowania oraz zoptymalizuje rozwiązania to superenergooszczędne budynki da się zbudować w ramach identycznego budżetu, co standardowe. Najkosztowniejsze jest przerabianie gotowego projektu na energooszczędny, a taka jest jeszcze, niestety, najpowszechniejsza polska droga do energooszczędnych domów.

Powszechnie wydaje się, że wystarczy zmienić źródło grzewcze na bardziej wydajne i zużywające tańsze paliwo i uzyska się świetny efekt. Tymczasem jest to tylko usuwanie skutków, zamiast zapobiegania przyczynom. Skutecznym i trwałym sposobem na tanie ciepło w budynku jest przestrzeganie zasady trias energetica, tzn. w pierwszej kolejności zadbanie o to, by straty ciepła przez wszystkie przegrody zewnętrzne i wentylację były jak najmniejsze, a dopiero następnie zadbanie o efektywne i wygodne źródło ciepła. Przy minimalnym zapotrzebowaniu, często opłacalne okazują się OZE, a tradycyjne systemy kosztują taniej, bo wystarczają niewielkie.

Czy efektywność energetyczna budynków opłaca się deweloperom?

- Tak długo, jak nabywcy nie będą mieli świadomości, w jakie kłopoty się pakują, kupując energochłonne mieszkania, deweloperzy nie mają żadnego interesu w promowaniu i realizowaniu energooszczędnego budownictwa. To nie jest ich zadanie i odpowiedzialność. Rodzi się pytanie, ile jeszcze roczników nabywców na własnej skórze odczuje skutki braku jednoznacznej proefektywnościowej polityki państwa?

Z danych Eurostat wynika, że polska trzyosobowa rodzina wydaje tyle samo na utrzymanie swojego mieszkania, co rodzina brytyjska czy szwedzka, mimo że ma mniejsze mieszkanie i mniejsze dochody. Udział kosztów utrzymania mieszkania 3 osobowej rodziny, w łącznych wydatkach rodziny, w Polsce wynosi 16 proc. w Szwecji i Wielkiej Brytanii to 6-7 proc.

Rozmawiał: Dariusz Ciepiela

Czy opłaca się budowa energooszczędnego domu?

16 października, 2011

wnp.pl (Dariusz Ciepiela) – 12-10-2011 05:34

Fot. Fotolia

Dzięki zastosowaniu dostępnych materiałów można bez problemu wybudować energooszczędny dom – choć jego budowa może być droższa niż domu tradycyjnego, to szybko się zwróci dzięki niższym kosztom eksploatacji.

Największym kosztem, jaki ponosimy w związku z użytkowaniem domu jest ogrzewanie. Obecnie pochłania ono 15,8 proc. budżetu zamożniejszych Polaków i ponad 23 proc. w przypadku grupy o najniższych dochodach – wynika z Raportu „Szóste Paliwo” przygotowanego na zlecenie firmy Rockwool Polska.

Głównym powodem takiego stanu rzeczy są straty ciepła. Ucieka ono przez przegrody – okna, drzwi i ściany. Straty ciepła występują też w systemie wentylacji.

- Budując efektywny energetycznie dom, należy starannie dobrać wszystkie jego elementy: stolarkę otworową, wentylację i sposób ogrzewania, jednakże kluczowym elementem jest izolacja. Nawet najlepszy system grzewczy nie spełni swojego zadania, jeśli nie zadbamy o odpowiednią izolację lub wstawimy złej jakości okna. Dlatego tak ważne jest podejście kompleksowe – mówi Piotr Pawlak, Energy Design Center Manager z Rockwool Polska.

Przy budowie domu energooszczędnego bardzo istotną kwestią jest izolacja. Statystyczny polski dom budowany w ostatnich latach posiada izolację o grubości 17 cm dla dachu, 10 cm dla ścian i 8 cm w przypadku podłóg. Obowiązujące obecnie warunki techniczne, według których budowane są domy i mieszkania, nie uwzględniają wpływu mostków termicznych występujących w przegrodach zwiększających straty ciepła. Dlatego rozwiązania zastosowane w typowym polskim domu okazują się często niewystarczające.

- Całkowite wyeliminowanie mostków termicznych jest niestety niemożliwe. Jednakże aby efektywnie ograniczyć starty energii w budynku, należy zastosować warstwę izolacji grubszą niż ta wymagana przepisami. Dla każdego domu można obliczyć ekonomicznie uzasadnioną optymalną grubość izolacji, która w większości przypadków wynosić będzie około 20 cm izolacji z wełny mineralnej dla ścian, dla dachu – 30 cm, a dla podłogi około 15 cm – dodaje Piotr Pawlak.

Dzięki zastosowaniu ocieplenia o odpowiedniej grubości, obniżymy zapotrzebowanie na energię statystycznego domu nawet o 22 proc., co w konsekwencji przełoży się na znacznie niższe rachunki za ogrzewanie.

Optymalna warstwa izolacji, nawet po uwzględnieniu wpływu mostków termicznych, będzie efektywnie chronić dom przed utratą ciepła.

- Najbardziej odpowiednim momentem na zmianę materiału lub grubości ocieplenia jest etap projektu domu. Grubsza warstwa ocieplenia to różnica w wysokości kosztów na poziomie około 9000 zł, co stanowi niecałe 2 proc. nakładów poniesionych na budowę. Zastosowanie uzasadnionej ekonomicznie grubości izolacji pozwoli zaoszczędzić w okresie 30 lat 45 tysięcy złotych w przypadku ogrzewania węglem i 80 tysięcy przy ogrzewaniu gazowym. Zwrotu z inwestycji można spodziewać się zatem po 7,5 latach – zapewnia Piotr Pawlak
Stolarka otworowa powinna mieć jak najniższy współczynnik przenikania ciepła U. Wartość tę wyraża się w jednostkach W/m²k, co oznacza ilość energii, która ucieka przez powierzchnię okien i drzwi na zewnątrz budynku. Przed ich zakupem warto upewnić się, że parametr ten jest podany dla całej przegrody, nie zaś jedynie dla poszczególnych elementów, np. szyby. Wówczas będziemy mieć gwarancję, że w naszym domu pozostanie więcej ciepła. Wymagany przez polskie prawo poziom współczynnika U dla okien wynosi 1,7 – 1,8 W/m²k, dla drzwi natomiast 2,6. Te wartości jednak daleko odbiegają od europejskich norm i standardów.

- Aby okno było energooszczędne, jego współczynnik U powinien wynosić mniej niż 0,9 W/m²k. Typowe stają się okna, których pakiet szybowy ma już U na poziomie 0,5 W/m2K. W przypadku drzwi również warto wybrać te o niskim współczynniku przenikalności cieplnej. Niektórzy producenci oferują drzwi o U równym nawet 0,77. Oznacza to, że w naszym domu pozostanie więcej ciepła, co przełoży się na niższe rachunki za ogrzewanie – tłumaczy Piotr Pawlak.

Wybór źródła ogrzewania podyktowany jest najczęściej dostępnością mediów. Niezależnie od tego, czy wybierzemy gaz, czy węgiel instalacja grzewcza powinna odpowiadać zapotrzebowaniu budynku na ciepło.

- Często zdarza się, że chcąc poprawić komfort cieplny, montujemy zbyt duży kocioł, którego moc będziemy wykorzystywać później tylko w połowie – a więc nie będzie on pracował
z maksymalną sprawnością. Aby uniknąć takich błędów, warto już na etapie projektu zdecydować się na analizę energetyczną budynku. Dzięki niej poznamy zapotrzebowanie energetyczne naszego domu i będziemy mogli dobrać odpowiednią instalację – wyjaśnia Piotr Pawlak.

Kolejnym elementem, na jaki powinniśmy zwrócić uwagę jest wentylacja. Budując dom możemy zastosować wentylację naturalną (grawitacyjną), mechaniczną lub mechaniczną z odzyskiem ciepła. Warto zastanowić się nad wyborem wentylacji, z racji tego, że obok ścian, dachów, okien i drzwi, to właśnie w ten sposób tracimy część ciepła. Po wybudowaniu domu zmiana rodzaju wentylacji może być praktycznie niemożliwa z powodów konstrukcyjnych.

- Dokonując wyboru materiałów budowlanych, nie powinniśmy kierować się jedynie ceną. Ważne są ich parametry techniczne i trwałość – dom budujemy przecież na długi czas. Jeśli materiał po kilku latach straci swoje właściwości, będziemy musieli go wymienić, co w już gotowym budynku może być kosztowne i uciążliwe. Bardzo istotną kwestią, o której również musimy pamiętać, jest postępowanie zgodnie z wytycznymi producenta np. ciepły montaż okien energooszczędnych, w innym wypadku bowiem można nie osiągnąć parametrów deklarowanych przez producenta – mówi Piotr Pawlak.

Obecnie istnieje możliwość sprawdzenia, czy nasz nowopowstały dom rzeczywiście jest energooszczędny. Po zakończeniu budowy powinniśmy otrzymać jego certyfikat energetyczny.

- Dokument ten określa energochłonność budynku. Natomiast, aby przekonać się o jakości montażu izolacji i okien możemy wykonać badania termowizyjne. Dzięki nim możemy ocenić ciągłość izolacji oraz sprawdzić, jak została ona wykonana w tzw. trudnych miejscach np. przy połączeniu ścian z dachem. Dużą zaletą tej metody jest to, że nie wymaga ona ingerencji w już wykończonym budynku – mówi Piotr Pawlak.

Brak systemowego podejścia do efektywności energetycznej budynków

16 października, 2011

wnp.pl (Dariusz Ciepiela) – 27-09-2011 05:31

Fot. PTWP (Andrzej Wawok)

Brakuje systemowego podejścia ze strony Ministerstwa Gospodarki i Ministerstwa Infrastruktury w sprawie efektywności energetycznej budynków. W tym obszarze jest oddolne pospolite ruszenie – mówi Maria Dreger, menedżer ds. norm i standardów w Rockwool Polska, ekspert Konfederacji Budownictwa i Nieruchomości.

Jak Pani ocenia zainteresowanie rynku efektywnością energetyczną budynków?

- Zauważalny jest powolny, ale jednak, wzrost zainteresowania efektywnością energetyczną budynków w Polsce. To widać po aktywności pojedynczych inwestorów, często inspirowanych przez fachowe portale i prasę budowlaną. Również uaktywniło się Ministerstwo Środowiska oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). Także ze strony pewnych banków, np. BOŚ i BPH, pojawiły się inicjatywy promujące eko-budynki dzięki przyznawaniu preferencyjnych kredytów hipotecznych na ten cel.

Ten, kto buduje energooszczędnie może liczyć na lepsze warunki kredytowania, niższe marże, prowizje. Wszystkie te inicjatywy mają charakter oddolny, swoistego pospolitego ruszenia. Wciąż jednak brak systemowego podejścia i rozwiązań ze strony głównych odpowiedzialnych: Ministerstwa Gospodarki, które efektywności energetycznej budynków nie uwzględnia, lub co najwyżej robi to deklaratywnie, w polityce energetycznej państwa i Ministerstwa Infrastruktury, decydującego o standardach budowlanych.

Jaka jest skala tych oddolnych działań?

- System zielonych inwestycji (GIS), organizowany przez Ministerstwo Środowiska, ale realizowany przez NFOŚiGW, jest największym programem poprawy efektywności energetycznej budynków, na który w latach 2010-2012 przeznaczono 3,165 mld zł. To więcej niż wydano przez kilkanaście lat na wspieranie termomodernizacji premiami z Funduszu Termomodernizacji, a aktualnie Remontów i Termomodernizacji. W ramach systemu zielonych inwestycji rozdysponowywane są kolejne transze środków, dotacje i pożyczki, które pozwalają jednostkom zainteresowanym poprawą efektywności energetycznej budynków użyteczności publicznej, posiadającym własne środki na poziomie 10-20 proc., inwestować w termomodernizację kwoty nawet wielomilionowe.

Przewiduje się, że dzięki programowi zostanie poddanych termomodernizacji około 3000 budynków. A jest to niezwykle ważne, bo szczególnie szkoły i szpitale, z racji kiepskiego standardu energetycznego, zużywają nawet kilkakrotnie energii niż powinny, w dodatku nie zapewniając przyzwoitych warunków cieplnych użytkownikom. Środki na realizację programu GIS, poza własnymi NFOŚiGW, pochodzą ze sprzedaży jednostek AAU (uprawnień do emisji), które kupili od Polski Japończycy, a które Polska zaoszczędziła realizując porozumienie z Kioto i zmniejszając emisję.

 

Szczęśliwie nie można było tych środków wykorzystać inaczej, bo gdyby tak, to pewnie te pieniądze nie posłużyłyby poprawie efektywności energetycznej budynków, tylko trafiłyby wprost do budżetu państwa. Tak właśnie stało się kilka miesięcy temu z 750 mln euro pożyczki z Banku Światowego przeznaczonej na poprawę efektywności energetycznej. Na pytanie, jak te środki będą wykorzystane, Ministerstwo Finansów odpowiedziało, że „na realizację komponentów programu przewidzianego w Polityce energetycznej Polski do roku 2030″,oraz, że „środki pożyczki stanowią bezpośrednie wsparcie budżetu państwa”. Jak i kiedy będą ostatecznie wykorzystane, nie wiadomo.

Wygląda na to, że w Polsce wzrost efektywności energetycznej jest wynikiem inicjatyw oddolnych wspartych rachunkiem ekonomicznym , albo też jest wymuszany na polskich decydentach przez instytucje międzynarodowe, w tym Unię Europejską, dla których efektywność energetyczna jest najpewniejszym czynnikiem poprawy bilansu energetycznego i wzrostu bezpieczeństwa energetycznego.

Rozmawiał: Dariusz Ciepiela

M. Semczuk, ARP: w małych firmach jest dramat, jeśli chodzi o poprawę efektywności energetycznej

16 października, 2011

wnp.pl (Dariusz Ciepiela) – 22-09-2011 05:58

fot. PTWP Pawel Palowski/zelaznastudio.pl

Duże firmy z założenia nastawione na konkurencję dbają o poprawę efektywności energetycznej, bo inaczej nie utrzymałyby się na rynku. Dramat pod tym względem jest w małych i średnich firmach – mówi Mirosław Semczuk, ekspert w Departamencie Rozwoju Regionalnego i Innowacji Agencji Rozwoju Przemysłu.

Gdzie są największe możliwości oszczędzania energii?

Największe możliwości oszczędzania energii tkwią w budownictwie, gdzie zużywa się ok. 40 proc. energii. Tam możliwe są oszczędności głównie w zakresie ogrzewania.

Polskie budownictwo jest bardzo nieefektywne energetycznie, znacznie mniej, niż mogłoby być. To dotyczy także budynków nowych. Do roku 2009 r. wymagana prawem efektywność energetyczna budynków rosła, ale wówczas Prawo budowlane zmniejszyło wymagania i obecnie mogą powstawać budynki bardziej enegrochłonne niż wcześniej. Takie zmiany sprzyjają deweloperom, którym nie zależy na mniejszych kosztach eksploatacji a raczej na taniej budowie i sprzedaży budynków. Pomimo niskich norm budujący i tak się do nich nie stosują, w efekcie czego większość budynków nie jest budowana z współczynnikiem EP 130 (roczne zapotrzebowanie w kWh na 1 m kwadratowy rocznie) tylko dużo wyższym.

Jak wygląda efektywność energetyczną w przedsiębiorstwach? Można spotkać dwie sprzeczne opinie – jedna mówi, że polskie firmy pod tym względem są na europejskim poziomie, a druga, że wciąż mają wiele do zrobienia. Która jest bliższa prawdy?

Obie opinie są prawdziwe, tylko odnoszą się do różnych firm, ponieważ nie można jednoznacznie ocenić wszystkich przedsiębiorstw w Polsce. Firmy z założenia nastawione na konkurencję dbają o poprawę efektywności energetycznej, bo inaczej nie utrzymałyby się na rynku. Im większa firma, tym większa szanse na to, aby w sposób strukturalny racjonalnie zużywać energię.

Dramat jest w małych i średnich firmach. Tam zwykle nie odpowiednich służb, które byłyby gotowe prowadzić procesy racjonalizacji zużycia mediów energetycznych. W zasadzie dla małych firm nie ma żadnego wsparcia przy podnoszeniu efektywności energetycznej. Efektywność energetyczna jest dla w miarę bogatych i świadomych.

Jest wiele rzeczy, które można zrobić w przedsiębiorstwach, aby ograniczyć zużycie energii. W większości przypadków o 5-11 proc. zużycie energii można ograniczyć poprzez działania organizacyjne, prawie beznakładowe. Większe oszczędności wymagają już inwestycji, a nie wszystkie firmy mają pieniądze na takie inwestycje. Jeżeli ktoś nie musi inwestować w poprawę efektywności energetycznej, to płaci więcej za energię, ale nie bierze pożyczki na takie inwestycje.

Jeśli trzeba podjąć w przedsiębiorstwie decyzję o wydaniu np. 100 tys. zł. na racjonalizację oświetlenia, co się zwróci np. w okresie 3 lat, to często podejmowana jest decyzja o wydaniu tych pieniędzy na inne cele, a za energię nadal płaci się tyle, co do tej pory.

W przedsiębiorstwach rezerwy tkwią głównie w procesach technologicznych. Na pewno wiele oszczędności można osiągnąć dzięki poprawie gospodarki sprężonym powietrzem, stosowaniu falowników, nowych, energooszczędnych silników. Bardzo duże oszczędności można osiągnąć dzięki termoizolacji budynków i rurociągów oraz wymianie oświetlenia. Im starsze jest oświetlenie, tym większe są oszczędności, takie inwestycje mogą się zwrócić nawet w okresie 3 lat.

Jakie jest zainteresowanie przedsiębiorstw audytami energetycznymi?

Audyt energetyczny jest jak zdjęcie rentgenowskie – trzeba je zrobić, aby wiedzieć czy trzeba się leczyć. Głównym problemem jest brak wiedzy w zarządach przedsiębiorstw i niski priorytet dla tego typu działań, biorący się z tego, że w firmie często są inne, ważniejsze problemy.

Rozmawiał: Dariusz Ciepiela

Pora zmienić system wsparcia OZE na lepszy model

16 października, 2011

wnp.pl (Patrycja Kokosińska) – 06-10-2011 07:10

Zdaniem Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej należy zmienić obecny system wsparcia energetyki odnawialnej na lepszy model, w którym wysokość dofinansowania i pomocy ze środków publicznych będzie liczona na 1 MW zainstalowanej mocy i zależeć będzie od wykorzystanej przez inwestora technologii.

Obecny system wsparcia składa się z grantów i systemu tzw. zielonych certyfikatów. Granty, w formie dotacji inwestycyjnych, przyznawane są przed oddaniem jednostki do użytku.

- Oznacza to, że oceniamy projekt, który nie funkcjonuje i nie wiemy jakie będą efekty po oddaniu jednostki wytwórczej do użytku – tłumaczył Michał Ćwil, dyrektor generalny Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej, podczas III Międzynarodowego Kongresu Energii Odnawialnej – Green Power 2011.

Granty pochodzą z krajowych i unijnych programów, których budżet jest z góry ustalony, dotyczą całego sektora energetycznego, można je otrzymać realizując nowe inwestycje. Natomiast zielone certyfikaty dotyczą zarówno nowych jak i już zrealizowanych projektów z sektora elektroenergetycznego.

- Zielone certyfikaty przyznawane są wszystkim licencjonowanym wytwórcom zielonej energii przyłączonym do sieci. Jednakowo wspierają energię elektryczną wytworzoną z biomasy, wiatru, czy z wody, a koszty inwestycyjne i eksploatacja obiektów są przecież różne w zależności od rodzaju OZE. W przypadku grantów jest podobnie, takie same kryteria w konkursach dla wszystkich technologii – podkreślał dyrektor generalny PIGEO.

Dlatego też, zdaniem PIGEO, limit udzielnych dotacji powinien być ustalony na 1 MW zainstalowanej mocy.

- Limit udzielanych dotacji ustalany powinien być na efekt, a nie projekt, który może kusić inwestora do nadużyć i zawyżania kosztów całkowitych inwestycji. Przeglądając listę rankingową projektów, które otrzymały wsparcie, zobaczymy, że koszt inwestycyjny 1 MW w wietrze przekracza średnią cenę całkowitych kosztów wybudowania takiego projektu. To nie jest dobry system wsparcia – wyjaśniał Michał Ćwil.

Taki system wsparcia nie wpływa na osiągnięcie przez Polskę określonych przez UE celów. Zielone certyfikaty sprzyjają natomiast współspalaniu biomasy z węglem, a nie w rozwojowi nowych i wydajnych jednostek wytwórczych. Ponadto obowiązują tylko do 2017 roku, nie daje to stabilności inwestycyjnej i pewności przyszłym potencjalnym inwestorom.

Lepszy model systemu wsparcia energetyki odnawialnej, według PIGEO, powinien dawać stabilność inwestorom i ustalać jedną kwotę na 1 MW mocy zainstalowanej, inny dla różnych instalacji. Propozycja stowarzyszenia to ok. 1,2 mln zł na 1 MW mocy w wietrze, około 5 mln zł za 1 MW mocy w instalacjach wykorzystujących biogaz rolniczy oraz około 4,5 mln zł za 1 MW w fotowoltaice.

- Jeżeli przez 20 lat ceny dla wytwórców nie będą gwarantowane, to nie osiągniemy celów dla energetyki odnawialnej – podsumował Michał Ćwil.