DOBRY KLIMAT ZACZYNA SIĘ W DOMU

źródło: chronmyKlimat.pl, Energoszczędne 4 kąty

Ważna jest już sama decyzja o zaprojektowaniu domu energooszczędnego. Domu nie kupujemy tak, jak telefonu komórkowego – na dwa lata. Dom kupuje się na 20–40 lat, niekiedy na dłużej – o dobrym klimacie w domu i wokół niego Energooszczędnym 4 kątom opowiada Wojciech Stępniewski, ekspert Koalicji Klimatycznej.

Co tak właściwie wspólnego z klimatem na świecie ma mój dom?

Dom jest odbiornikiem różnych rodzajów energii: elektrycznej na potrzeby oświetlenia, chłodzenia i wszystkich urządzeń elektrycznych, energii do podgrzania wody użytkowej oraz energii do ogrzania domu, która może stanowić aż 70–80% zużywanej energii.

Trzeba sobie uświadomić, że dom nie tylko pochłania energię, lecz jednocześnie może być producentem zanieczyszczeń konwencjonalnych, przede wszystkim tlenków siarki i azotu, podtlenków azotu, pyłów i rtęci. Oddziałują one na zdrowie i wpływają na dobrobyt wszystkich ludzi, którzy mieszkają w sąsiedztwie tego domu, zwłaszcza wówczas, gdy energia cieplna jest produkowana na miejscu. Na etapie budowy dom jest emitentem wielu związków chemicznych, jak fenole czy formaldehyd, zawartych w materiałach budowlanych i wykończeniowych.

Odbiornik pod postacią domu produkuje też, pośrednio, dwutlenek węgla. To właśnie ten związek powoduje ocieplanie klimatu. Dopóki 100% zapotrzebowania na energię w Polsce nie będzie pokrywane przez źródła odnawialne, dopóty będziemy uwalniać do atmosfery wpływające na klimat CO2. Niestety, jak pokazuja scenariusze, w Polsce przez najbliższe kilkadziesiąt lat przy produkcji energii wciąż wykorzystywane będą źródła kopalne: węgiel i gaz ziemny.

Gdzie zatem mieszkać, aby chronić klimat?

Na równiku [śmiech]. Budujemy sobie chatę z lokalnych surowców, nie potrzebujemy ogrzewania, dzień i noc mają tyle samo godzin. Wystarczy mały przepływ prądu, żeby żarówka czy świetlówka świeciła i trochę energii do chłodzenia.

O ile będziemy mieć tam dostęp do energii…

Na równiku można bardzo łatwo wyprodukować ją sobie samemu. Wystarczy ogniwo fotowoltaiczne o wielkości dużego stołu, bufor w postaci zespołu akumulatorów i gotowe. Oczywiście musielibyśmy mieć na to wszystko pieniądze, więc to sytuacja teoretyczna.

A gdy jednak chcemy mieszkać w Polsce?

Ważna jest decyzja o zaprojektowaniu domu energooszczędnego. Domu nie kupujemy tak, jak telefonu komórkowego – na dwa lata, by wtedy wymienić go na nowy. Dom kupuje się na 20–40 lat, niekiedy na dłużej, na dwa pokolenia.

Gdy budujemy energooszczędnie, z jednej strony czujemy się lepiej, bo emitujemy do środowiska mniej tych różnych związków, o których wspominałem, a ponadto, z drugiej strony, nasze rachunki za energię są niższe.

Mniej możemy płacić za energię elektryczną, jeśli wyprodukujemy ją sobie np. w mikrowiatraku albo w panelu fotowoltaicznym. Na podgrzewaniu wody też możemy zaoszczędzić – zależy, jak będziemy ją podgrzewać, czy będziemy mieć pompę ciepła, kolektory słoneczne uzupełnione o wodę z elektrociepłowni podgrzaną wcześniej, czy będziemy pompować i podgrzewać własną wodę… Te wszystkie elementy trzeba przemyśleć już na etapie decyzji o inwestycji po to, aby w przyszłości płacić za rachunki jak najmniej.

Czy rzeczywiście domy energooszczędne mogą rozwiązać problem klimatu?

Dla użytkownika takiego domu kwestie klimatyczne i obniżania emisji są raczej wtórne. Przede wszystkim ludzie dbają o swoje rachunki za energię i myślą, co zrobić, żeby płacić jak najmniej.

Są oczywiście osoby, które mają dobre samopoczucie, bo dzięki nim w okolicy jest mniej pyłów, zanieczyszczeń, dzieci nie chorują na choroby układu oddechowego, ogólnie – są lepsze warunki do życia, lepsze środowisko i klimat. To współkorzyści wynikające z działań obniżających rachunki za energię.

A jeśli chodzi o sam wpływ budynku na klimat, nowy dom zawsze będzie powodował jakieś emisje, chyba że jest zaprojektowany tak, że będzie domem pasywnym, w ogóle niezużywającym energii. Takie domy od kilkunastu lat są projektowane i budowane w naszej strefie klimatycznej. W Polsce jest już kilkadziesiąt takich obiektów i są droższe od kilkunastu do kilkudziesięciu procent od zwykłych domów produkowanych w sposób standardowy, powtarzalny.

W domach pasywnych bilans energetyczny rzeczywiście jest zerowy. W szczególnych przypadkach bilans może być ujemny – wtedy dom produkuje energię na potrzeby sieci – to jest najbardziej pożądany kierunek budowania domów.

Czy w przypadku domów pasywnych kwestie klimatyczne nie przesłaniają jednak komfortu życia jego użytkowników? W zimie być może rzeczywiście jest w nich ciepło i nie płacimy wiele za ogrzewanie, ale zdarza się też, że w lecie temperatury sięgają niemal 30ºC.

Rozmawiałem z ludźmi, którzy mieszkają w takich domach. W budynku pasywnym rzeczywiście panuje specyficzny mikroklimat i akustyka. Często stosuje się tam rozwiązania, do których po prostu trzeba się przyzwyczaić. Przykładowo drzwi są bardzo grube, mają kilka uszczelek. Ich zamknięcie to jak zamknięcie szczelnego słoika, dom staje się termosem. Taki budynek, żeby był energooszczędny, musi być szczelny, dlatego też nie otwiera się w nim okien. Cała fasada południowa jest z reguły oszklona. W lecie istnieje ryzyko przegrzewania się domu, stosuje się blendy okienne.

W pasywnym domu działa wentylacja mechaniczna, która zapewnia przepływ świeżego powietrza, jednak trzeba bardzo dbać o to, żeby poziomy wilgoci nie były za duże. W innym razie na ścianach będą się rozwijały grzyby i środowisko nie będzie przyjazne.

W takim budynku muszą być stale zachowane poprawne parametry klimatu wewnętrznego. I to jest właśnie kwestia dobrego projektu. Nie może tego robić dyletant, który robi pierwsze projekty w życiu. Są doświadczone biura, np. Lipińscy Domy z Wrocławia, które mają już kilka takich gotowych obiektów. Można tam pojechać, zobaczyć. (Przyp. red. O pasywnym domu w Smolcu k. Wrocławia biura Lipińscy Domy czytaj w naszym katalogu dobrych przykładów).

Decyzja o budowie domu energooszczędnego lub pasywnego została podjęta. Okazuje się jednak, że nas na niego nie stać – dom energooszczędny to wydatek o 10–15% większy niż w przypadku standardowego, pasywny – nawet o 30%. Co wtedy?

To jest odwieczny dylemat. Coś kupujemy za 1000 zł, a później opłaty z tytułu posiadania tej rzeczy wynoszą 50 zł. Możemy też kupić coś innego, spełniającego te same zadania (albo nawet jeszcze więcej) za 1400 zł i wtedy opłaty miesięczne to 20-25 zł. Opłaty nalicza się w rachunku ciągnionym przez wiele, wiele lat. Gdy porówna się inwestycje i wydatki, które poniesie się w przeciągu 20-30 lat, opłaca się kupować rzeczy energooszczędne.

Problemem jest to, że młodzi ludzie nie mają środków, aby od razu porywać się na bardzo dobrze technicznie wymyślone, ale drogie projekty. Budynek pasywny jest bardzo fajny, ale rzeczywiście kosztowny. Ale decyzję o jego budowie warto przemyśleć i jakoś ją wyważyć, tym bardziej, że obecnie istnieją programy, które ją dofinansowują.

Można zaczerpnąć parę elementów z budynku pasywnego, wykorzystać te, które są najtańsze, np. wspomagać przygotowanie ciepłej wody użytkowej kolektorami czy produkować część energii na własne potrzeby w ogniwach fotowoltaicznych. Młody człowiek przy budowie domu zwykle posiłkuje się kredytem. Biorąc kredyt, może pokazać pracownikowi banku, że stosuje pewne rozwiązania, które później pomogą mu w spłacie wyższej raty na budowę droższego domu.

Co jeszcze można zrobić?

Zamiast domu pasywnego można zbudować budynek energooszczędny albo wybitnie energooszczędny, czyli coś pomiędzy budynkiem pasywnym a standardowym, który obecnie buduje się z samych cegieł i izoluje 5 czy 7 cm styropianu. Zamiast niego zastosować 15 albo 20 cm wełny mineralnej, kolektory słoneczne, jakieś małe źródło energii elektrycznej i jeśli są sprzyjające warunki, tam gdzie się stawia dom – pompę ciepła (rodzaj odwróconej lodówki, która wykorzystuje ciepło z ziemi w zimie, a w lecie chłodzi, więc nie trzeba wtedy już klimatyzować pomieszczenia). Istnieją rozwiązania pośrednie, na które można sobie pozwolić i takie domy powinny być budowane w sytuacji, gdy nie stać nas na dom pasywny..

Oczywiście, gdy się taki dom buduje, powinno się wziąć pod uwagę, że w przyszłości być może będziemy mieć więcej pieniędzy i ten dom powinien być już przystosowany do zastosowania dodatkowych energooszczędnych rozwiązań, np. do zainstalowania jeszcze kilku kolektorów. Ważne, żeby bez ingerowania w bryłę budynku i w strukturę konstrukcji w przyszłości można było skorzystać z tego, na co nas w tej chwili nie stać.

Wśród tych, którzy chcieliby zmniejszyć swoje zużycie energii i tym samym obniżyć rachunki są też na pewno tacy, którzy nie planują już budowy, mają swój dom lub mieszkanie. Jak oni mogą chronić klimat?

Aby istniejący dom emitował mniej dwutlenku węgla, trzeba poddać go procesowi modernizacji termicznej. Jeśli modernizujemy termicznie dom z zewnątrz (lub wewnątrz, w zależności od technologii budowlanej), czyli dokładamy izolację, to musimy równocześnie przeliczyć system ogrzewania. Często wtedy warto też pomyśleć o wymianie grzejników żeliwnych, które już nie będą spełniały dobrze swojej roli i o zastosowaniu termostatów.

Ważne, aby instalacja w tak zmodernizowanym domu nie była przewymiarowana i żeby nie płynęła tam za duża ilość energii cieplnej. Skutkiem będzie to, że w takim ocieplonym domu będziemy po prostu w zimę otwierać okna i się w ten sposób chłodzić. Zupełnie przecież nie chodzi o to, żeby to ciepło wypuszczać, bo właśnie ociepliliśmy dom. Jedno z drugim musi być skorelowane, to musi być proces kompleksowy. System odbioru i produkcji ciepła musi być zmodernizowany jako cześć inwestycji.

Działania termomodernizacyjne to często niemały wydatek. Nie wszystkich na to stać.

To problem społeczny, “kto za to zapłaci” – jak ludziom w ogóle wytłumaczyć, że w ogólnym rachunku to się opłaca. To wszystko trzeba rozwiązać.

Mamy na przykład stare, strasznie energoochłonne budynki, np. zbudowane tylko z cegieł śląskie familoki. Ludzie, którzy tam mieszkają, mają deputat węglowy i dostają rocznie od 1,8 do 3 ton bezakcyzowego węgla. Jak im wytłumaczyć, że rezygnujemy z tego deputatu, skoro taniej jest pobrać ten węgiel, wsypywać do pieca i jest gorąco? To nie jest czarno-białe, to są dylematy społeczne i finansowe.

Czy w takim razie modernizacja termiczna na masową skalę w ogóle się opłaca? Czy nie łatwiej byłoby nieefektywne domy zburzyć i wybudować na nowo?

Trzeba by się najpierw zapytać ludzi, którzy mieszkają w tych budynkach, czy warto je zburzyć. Na pewno powiedzą, że nie.

Termomodernizacja zawsze jest opłacalna, tylko w różnym horyzoncie czasowym. Gdzieniegdzie są tak kiepskie energetycznie budynki, że prosta termomodernizacja przy użyciu 5–10 cm styropianu daje takie efekty, że to rzeczywiście warto robić. Ale wszystko zależy od konkretnego przypadku.

Mogą być budynki tak skomplikowane architektonicznie, że ich docieplenie będzie strasznie drogie. Trzeba będzie zużyć z nadmiarem dużo wełny albo styropianu, będzie to bardzo kosztowne. Czas zwrotu inwestycji w tym przypadku to nawet 30 lat. Z ekonomicznego punktu widzenia to się nie opłaca. Warto wtedy te pieniądze włożyć w jakąś inwestycję, która się zwróci w ciągu 5–7 lat. Wszystko trzeba przeliczać indywidualnie, każda inwestycja termomodernizacyjna jest inna.

Jednak, generalnie mówiąc, termomodernizacja się opłaca, zwłaszcza w prostych architektonicznie budynkach, jak budynki wielorodzinne, czyli bloki. Bardzo dużo gospodarstw domowych, każde płaci rachunki, natomiast koszt ocieplenia całego bloku po podziale na gospodarstwa domowe jest dość niski, zwłaszcza że są programy wspomagające takie działania.

Państwo wspomaga inwestorów zarówno w działaniach termomodernizacyjnych, jak i w budowie energooszczędnych i pasywnych domów. Jakie jest miejsce budownictwa w polskiej i międzynarodowej polityce klimatycznej?

Warto spojrzeć do statystyk i zobaczyć, gdzie się plasuje budownictwo jako źródło emisji. Około 40% emisji pochodzi z sektora budownictwa. To określa rolę budownictwa w polityce klimatycznej.

Wsparcie państwa nie jest specjalnie bardzo mocne. Dobrze, że istnieją odpowiednie programy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Oprócz wspomnianych promuje się także instalację paneli fotowoltaicznych i kolektorów słonecznych. Na pewno warto z nich korzystać przy planowaniu domu energooszczędnego czy pasywnego.

Wywiad przeprowadziła Urszula Drabińska.